Wybierz dom swoich marzeń
PORADNIK


Psycholog radzi

Małżeńska polisa

Mamy jeden z najniższych wskaˇników rozwodów w Europie. To prawdziwy powód do dumy, jak twierdzą niektórzy socjologowie. Wskazują oni, że w 2003 roku współczynnik rozwodów wynosił zaledwie 1,2 promila, a wskaˇnik ten w krajach skandynawskich bywa nawet trzykrotnie wyższy!
Niestety, w statycznym przywiązaniu do liczb zapominają lub też nie chcą "pamiętać" o wzrastającej z roku na rok tendencji dotyczącej rozwodów w naszym kraju przy jednocześnie malejącej liczbie zawieranych ślubów. Wydaje się, że od kilku lat Polacy w tym aspekcie za punkt honoru wzięli sobie jak najszybsze dogonienie "europejskich standardów".

Jeszcze dwanaście lat temu - w 1993 roku - liczba rozwodów w naszym kraju wyniosła 28 tysięcy, dziś jest niemal dwukrotnie wyższa! W ubiegłym roku rozstało się blisko 51 tysięcy par. I nie zapowiada się na to, by ten trend miał się w najbliższym czasie odwrócić. Co ciekawe aż czterokrotnie, w porównaniu z 2003 rokiem, wzrosła liczba wniosków o separację, którymi zajmują się sądy okręgowe - kolejny syndrom słabnącej siły niepodważalnej "instytucji", jaką do niedawna było małżeństwo. Choć sytuacja jest niezwykle niepokojąca i warto przeanalizować przyczyny takiego stanu rzeczy, dla "uspokojenia" i rzetelności należy wspomnieć, że ostatnio prawdziwy "boom" rozwodowy przeżywaliśmy już w połowie lat 80-tych. Wówczas jednak maksymalna liczba rozwodów - w 1986 roku nieznacznie tylko przekroczyła 50 tysięcy.
Najprostszym wyjaśnieniem omawianej sytuacji jest skupienie się na "konsumpcyjnym stylu życia". Wyzwania, jakie niesie za sobą życie w warunkach gospodarki rynkowej - ciągła presja na wyniki, niezwykle dynamiczne tempo pracy, stresy zawodowe - powodują, że więzi międzyludzkie wystawiane są na coraz trudniejsze próby. Wśród rozwodzących się par dominują te z dziesięcio-trzynastoletnim stażem. Oznacza to, że związek swój zawierały w czasach młodego kapitalizmu, możliwe nawet, że na jego "fali". Trzymając się "konsumpcyjnego wyjaśnienia" oznacza to, że nie byli wówczas odpowiednio przygotowani do tak wielkich zmian w gospodarce i we własnym życiu, co w konsekwencji doprowadziło do rozstania.
Proponowane, ogólne spojrzenie byłoby niepełne bez analizy liczby zawieranych ślubów. Tutaj także zaobserwować można niebezpieczną sytuację - od 1999 roku zahamowana została tendencja "wzrastająca", jeśli chodzi o liczbę nowych związków. Po blisko 220 tysiącach małżeństw w 1999 roku, w 2003 roku liczba ta wyniosła 195 tysięcy. Dodatkowo zdecydowanie wzrasta granica wieku, przy której decydujemy się na "powiedzenie sobie tak". Dla kobiet wynosi już ponad 24 lata, zaś dla mężczyzn 26,5 - wzrost aż o rok w porównaniu z poprzednimi dwunastoma miesiącami! I w tym przypadku najłatwiejszym wyjaśnieniem jest zrzucenie odpowiedzialności "na karb" przemian w gospodarce. Młodzi ludzie zdają sobie sprawę z wagi doświadczenia w ich przyszłym życiu zawodowym. W związku z tym decydują się wcześniej rozpocząć karierę odsuwając myśl o założeniu rodziny "na póˇniej". Dodatkowo w przypadku kobiet dziecko, które zwykle pojawia się na początku małżeństwa, uważane jest za barierę w dalszym rozwoju. Najlepszym dowodem takiego stanu rzeczy jest wzrastająca liczba par, które na pierwszym roku studiów decydują się na ślub oraz na dziecko, by w momencie wkraczania w pełne życie zawodowe mieć te "ograniczenia" w dużym stopniu zlikwidowane...
Czy jednak wszystko można wytłumaczyć czynnikami związanymi z karierą, pieniędzmi, materialistycznym podejściem do życia? Przyjmując takie założenia pomijamy bardzo ważny aspekt tych socjologicznych przemian - aspekt ludzki. Przyczyna zarówno wzrastającej liczby rozwodów, jak i malejącej ślubów leży także w błędach, jakie popełniamy podczas komunikacji z drugim - najbliższym nam człowiekiem oraz interpretacją jego zachowań i intencji. Często zdarza się nam zapominać, że wciąż mamy do czynienia z tą osobą, którą pokochaliśmy i zdecydowaliśmy się z nią dzielić resztę swego życia. Nie potrafimy uczciwie rozmawiać o swoich przemyśleniach, odczuciach, potrzebach - popadamy w stagnację i rutynę. Pary, które decydowały się na zawarcie małżeństwa nie miały, takich możliwości jak dziś. Nie było specjalnych warsztatów przedmałżeńskich, nie było tak rozpowszechnionej pomocy i wsparcia psychologów. Wówczas nikt nie opowiedział im o blaskach i cieniach związanych z byciem z drugą osobą, z samym ślubem, czego efekty są obecnie niezwykle bolesne. Niebezpieczeństwo tkwi także w modzie, która może zapanować "na rozwody". W związku z dość dużą łatwością takiego rozwiązania wiele par woli iść za przykładem innych i uciec od problemu niż próbować wspólnie podjąć trudniejszą drogę i przezwyciężyć bariery. Także i w tym przypadku warto zwrócić się o pomoc do specjalisty. Z kolei młodzi ludzie zwykle mają dziś większą świadomość nie tylko własnych wymagań, ale i potrzeb drugiego człowieka. Wciąż jednak paraliżuje ich strach przed poświęceniem się wyłącznie drugiej osobie, często stawiając na przeciwnej szali swoją "wolność". Chcieliby mieć pewność, że to właśnie z nią mogą dzielić swoje życie, nie wiedzą jednak jak można do takiej pewności dojść. Im zdecydowanie częściej zdarza się korzystać ze wspomnianych warsztatów dla narzeczonych czy sesji psychologicznych.
Coraz popularniejsze stają się warsztaty Przedślubnik - weekendowe sesje dla par, kiedy to w zacisznych warunkach pod opieką psychologów starają się zgłębić swój związek i lepiej zrozumieć łączące ich relacje. Ponadto grupa doświadczonych specjalistów przygotowuje narzeczonych do nadchodzących zmian, dzięki czemu mniej boleśnie są one przez nich odczuwalne. Niemniej jednak wciąż jest to zbyt mało powszechna droga. Wydaje się jednak szczególnie wskazaną dla młodych par, gdyż zwiększa prawdopodobieństwo powodzenia w małżeństwie. W wirze ślubnych przygotowań lepiej dla nich byłoby oszczędzić sobie stresu zlecając przygotowanie przyjęcia specjalistycznej firmie odpowiedzialnej za organizację ślubów, samemu zaś w atmosferze ciszy i spokoju poświęcić uwagę partnerowi oraz swojemu związkowi i lepiej przygotować się na nową drogę. Niestety, zwrócenie się z osobistym problemem do psychologa, czy też właśnie skorzystanie z takiej oferty przygotowań do ślubu traktowane jest jako temat tabu. Paradoksalnie wstydzimy się tego, że zależy nam na jak największej odpowiedzialności za nasze czyny. Chęć podjęcia świadomej decyzji o wstąpieniu w związek małżeński niepotrzebnie może być mylona z "chorobą" - taki bowiem obraz porad psychologicznych wciąż jeszcze u nas pokutuje. Ze stereotypami należy zaś walczyć.

Przemian kulturowych i socjologicznych nie jesteśmy w stanie zupełnie zatrzymać. Naturalne jest, że następują wahania w liczbie zawieranych małżeństw bądˇ przeprowadzonych spraw rozwodowych. Idealnie byłoby jednak, aby istniała pełna świadomość, dlaczego tak się dzieje i jakie są możliwości, by zmienić stan rzeczy.

Katarzyna Gajek-Krawczyk
Roman Kocemba
Agencja ASPIRE
www.aspire.pl

 


 


Zespół na wesele


 

Pomorski serwis slubny